Afera rekrutacyjna. Polskie uczelnie zalane falą wulgaryzmów

Zima co roku zaskakuje drogowców. Jak się okazuje internetowa rejestracja kandydatów na studia równie często zaskakuje uczelnie wyższe. W tym roku były to Uniwersytet Śląski i Uniwersytet Gdański.
Polska to naprawdę nowoczesny kraj. Czasami tego nie zauważamy, bo w naturalny sposób bardziej zauważamy to co nie działa niż to co działa. Do drugiego przyzwyczajamy się bardzo szybko. Trzeba jednak pamiętać, że Polska ma na przykład bardzo rozwiniętą infrastrukturę bankową czy szybki Internet.
Lubimy narzekać na cyfryzację państwa, ale aplikacje takie jak mObywatel czy wszystkie e-urzędy i załatwianie w nich spraw plasuje nas w europejskiej czołówce. Jeszcze lepiej sprawa wygląda z płatnościami bezgotówkowymi. W większości miejsc możemy płacić czym chcemy – gotówka, karta płatnicza, przeróżne płatności mobilne czy BLIK. Wyprzedzamy tym samym masę krajów Europy Zachodniej. Z Niemcami i Włochami (no dobrze, oni to południowa) na czele.
Skoro nawet u pani Halinki na targu możemy zapłacić prawą dziurką nosa, to oczekujemy, że tak samo będzie to wyglądało w przypadku uczelni wyższych. Cyfryzacja na uczelnie dociera w bardzo różnym tempie. Moją alma mater jest Uniwersytet Opolski. Jeszcze roczniki przede mną miały legitymacje studenckie wyglądające jak te szkolne, ja już miałem plastikową kartę z czipem. W czasie moich studiów zniesiono fizyczne indeksy i pozbyto się absurdalnego wymogu fizycznego chodzenia po wszystkich uczelnianych urzędnikach, by dawali pieczątki pozwalające kończyć studia. Poprzednicy musieli mieć taką z administracji akademika, nawet jak nigdy w nim nie postawili stopy.
Uniwersytet Opolski był nieco z tyłu pod tym względem w porównaniu do większości polskich uczelni. Ale jadąc na Erasmusa do francuskiego Dijon miałem wrażenie cofnięcia się w czasie. Tyle papierów, jakich się wtedy nadrukowałem to nie musiałem nosić nigdy wcześniej i później. Jak przez semestr uczyłem francuskie studentki jako lektor polskiego, to musiałem mieć nawet poświadczenie z polskiej spółdzielni mieszkaniowej, że mnie znają (!).Afery przy rekrutacji mają tradycję. Oto Uniwersytet Wrocławski i UMCS

Niestety, historia o cyfryzacji polskich uczelni wcale nie ma dobrego zakończenia. Okazuje się, że polskie uczelnie wyższe mają problem z czymś, do czego powinny być doskonale przygotowane. Z rekrutacją na studia. Regularnie od lat powtarzają się te same problemy na różnych polskich uczelniach. Rekrutacja na studia to coś, co dzieje się co rok i uczelnie wyższe powinny mieć opanowane do perfekcji.

Nasza historia zaczyna się w 2009. Wtedy jeszcze nie na wszystkich uczelniach wszystko było scyfryzowane. Wtedy to 20 osób było studentami europeistyki na Uniwersytecie Wrocławskim tylko przez 3 dni. Okazało się, że jeden z pracowników uczelni pomylił algorytm przy obliczaniu wyników. Studenci zostali skreśleni z listy, a jedyne co dostali to krótkie przepraszam.
Wtedy Uniwersytet Wrocławski zresztą słynął z różnych pomyłek. Trochę wcześniej na tamtejszym wydziale filologicznym miała miejsce afera ze stypendiami. Jednocześnie tamtejsi wydziałowi wykładowcy byli nadzwyczajnie zajęci walkami o stołki pomiędzy sobą nawzajem, a jedna z wyrzuconych pracownic naukowych napisała nawet nawiązującą do tego książkę.
W 2015 podobna historia wydarzyła się na lubelskim Uniwersytecie Marii Skłodowskiej-Curie. Co wydarzyło się na UMCS? Otóż kilkoro studentów zostało przyjętych na lingwistykę stosowaną z językami angielskim i rosyjskim mimo braku spełnienia wymogów. Okazało się, że konieczna była matura z rosyjskiego, ale system przepuścił kilka osób bez niej. Studenci złożyli papiery, byli już oficjalnie na liście studentów. Dopiero po czasie uczelnia zorientowała się co się stało. Trzeba jednak przyznać, że UMCS zachował klasę: studenci dostali ofertę przeniesienia na zwykłą anglistykę.
Myślicie, że teraz jest lepiej? Ani trochę. W tym roku popis dały Uniwersytet Śląski oraz Uniwersytet Gdański. A w tym roku? Uniwersytet Śląski… 

W przypadku Uniwersytetu Śląskiego wiemy o problemie dotyczącym anglistyki ze specjalizacją w języku koreańskim. W dalszej części artykułu pojawi się uproszczone określenie koreanistyka. To bardzo mały kierunek, ale mocno oblegany. Nie ma się co dziwić. Korea Południowa słynie z potężnego przemysłu rozrywkowego. K-dramy, K-pop i manhwy. Sama Korea Południowa jest też w gronie największych inwestorów zagranicznych w Polsce.
Informowaliśmy często o inwestycjach LG (pod Wrocławiem) i SK Innovation (w województwie śląskim). Dosłownie w ostatnich dniach dowiedzieliśmy się o kontraktach na koreańskie czołgi i samoloty szkolno-bojowe. Część uzbrojenia powstanie w Polsce. 

W tym roku o 25 miejsc na kierunku ubiegały się 252 osoby. Uniwersytet Śląski przyjął… wszystkie. Przynajmniej najpierw. Kandydaci na tegoroczne studia w rozmowie ze mną wspominali, że najpierw w ogóle nie dało się dostać do wyników, a potem dostawali informację o przyjęciu na studia. Dopiero w nocy system internetowej rejestracji kandydatów zaczął pokazywać poprawne wyniki. Niektórzy dopiero następnego dnia zobaczyli zmienioną informację o wyniku rekrutacji.
Co się wtedy stało? Zapytałem Uniwersytet Śląski. Oczywiście nie zabrakło dość ogólnikowych formułek typu Uniwersytet Śląski w Katowicach z ogromną staranności co roku przygotowuje się do rekrutacji na studia.  W końcu przedarłem się przez autolaurki typu Pracownicy Uniwersytetu są osobami bardzo zaangażowanymi w pracę co z pewnością mogą potwierdzić kandydaci na studia w naszej Uczelni.

← Poprzedni artykuł
Jakie są czynniki dojrzałości UX-owej?
Następny artykuł →
Kierownik Projektu / Project Manager (budownictwo ...
O autorze wpisu
Sebastian
Dziennikarz