Jeżdżę nieprzerwanie od 1983 r (a nawet dość sporo, bo nawinęło mi się na koła ponad 600 tys. km) więc i zmiany w nawierzchni nawinęły się na moją pamięć w sposób płynny i (często) niedostrzegalny. Ba, wśród tych przejechanych kilometrów wiele przebyłem po rozmaitych szosach rozmaitych krajów europejskich. Tylko motocyklem jeździłem: od Pirenejów do okolic Moskwy i od południowych krańców Bałkanów po południową Skandynawię. No dobrze, a jak teraz Polska wygląda z „siodełka motocyklowego”?
Artykuł pochodzi z tej strony.