Przed aresztem śledczym w Warszawie-Grochowie pojawił się Jarosław Kaczyński, który chciał interweniować w sprawie Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Przekonywał, że policja powinna zająć się „grupą zakapturzonych ludzi”, którą widział w okolicy swojego domu. Tuż za nim w kapturze stał Piotr Gliński, który szybko go zdjął.
Artykuł pochodzi z tej strony.