Zaledwie tydzień przed historycznymi wyborami Viktor Orbán odpala polityczną bombę: na kluczowym gazociągu łączącym Serbię z Węgrami znaleziono ładunki wybuchowe. Opozycja mówi wprost o „operacji pod fałszywą flagą” i rosyjskich doradcach. Wirtualna Polska pojechała na serbskie pogranicze, by sprawdzić, czym żyje miejsce niedoszłego zamachu. Zamiast służb, taśm policyjnych i śladów sabotażu znaleźliśmy uśpione wsie oraz twardy elektorat, który bardziej niż wybuchów boi się tego, co stanie się w niedzielę.
Artykuł pochodzi z tej strony.