Burzliwy konflikt selekcjonerów. Podali sobie ręce dopiero na pogrzebie

Co może się wydarzyć, kiedy były selekcjoner nie przepada za obecnym, a jednocześnie jest jego przełożonym? To gotowy przepis na burzę. Antoni Piechniczek był surowym recenzentem Leo Beenhakkera, a Holender nie pozostawał mu dłużny. Wypalił nawet, że "dla niego Piechniczek nie istnieje". Interweniował prezes PZPN-u, ale serial wzajemnych uszczypliwości trwał w najlepsze. Panowie ostatecznie podali sobie ręce na pogrzebie, ale finał "współpracy" łatwo było przewidzieć.


Artykuł pochodzi z tej strony.

← Poprzedni artykuł
Egzekucja wykonana. Kara śmierci za zrzucenie dzie...
Następny artykuł →
Rosjanie wracają na salony. W kraju święto. "...
O autorze wpisu
Sebastian
Dziennikarz