Co może się wydarzyć, kiedy były selekcjoner nie przepada za obecnym, a jednocześnie jest jego przełożonym? To gotowy przepis na burzę. Antoni Piechniczek był surowym recenzentem Leo Beenhakkera, a Holender nie pozostawał mu dłużny. Wypalił nawet, że "dla niego Piechniczek nie istnieje". Interweniował prezes PZPN-u, ale serial wzajemnych uszczypliwości trwał w najlepsze. Panowie ostatecznie podali sobie ręce na pogrzebie, ale finał "współpracy" łatwo było przewidzieć.
Artykuł pochodzi z tej strony.