Stało się to, co po władzach PZPN można było się spodziewać – w momencie wielkiego kryzysu znaleziono kozła ofiarnego i wyrzucono z pracy selekcjonera reprezentacji Polski. I w sumie to żadne zaskoczenie. Wiadomo, to najprostsze rozwiązanie, które pozornie ratuje twarz i przekierowuje uwagę na ofiarę. Fernando Santos po porażce z Albanią, mimo iż sam zrezygnować nie chciał, raczej spodziewał się, że dłużej tutaj nie popracuje, dlatego też rozmowy w sprawie rozwiązania umowy trwały dość krótko. I chyba rzeczywiście dalsza współpraca nie miała…
Artykuł pochodzi z tej strony.