Raków Częstochowa do ostatniego meczu fazy grupowej Ligi Europy podchodził ze świadomością, że nie wszystko zależy od nich. Zwycięstwo z Atalantą mogło nie wystarczyć, bo to Sturm miał lepszy bilans bramkowy. Niemniej jednak trzeba było zrobić wszystko, aby to spotkanie wygrać. Spotkanie rozpoczęło się jednak najgorzej, jak tylko mogło – od dwóch fatalnych błędów i już w 28 minucie Raków musiał odrabiać dwubramkową stratę.
Artykuł pochodzi z tej strony.