Kiedy wyszliśmy z dworca w Lublinie, to na ulicy było żółto od koszulek kibiców Motoru. – Jarek Hampel, Jarek! – skandowali imię i nazwisko bohatera ostatnich spotkań mistrza Polski. Im bliżej stadionu, tym było coraz głośniej. Przed kasą tłoczyli się ludzie w nadziei, że jeszcze uda im się wyprosić jakieś bilety. – A ja muszę kupić szalik. Zostawiłam w domu, a bez szalika to nie mecz – mówi nam pani w średnim wieku, którą spotkaliśmy w kolejce do klubowego sklepiku.
Artykuł pochodzi z tej strony.