– Wiem, co mówię, nawiązując tutaj do wydarzeń sprzed lat, gdy przegrałem. Uważam, że to był kubeł zimnej wody, który uświadomił mi, że w tamtym momencie była "sodówka". Czułem się trochę niezniszczalny, lepszy od innych. Wtedy za to zapłaciłem, ale na szczęście dziś jestem w miejscu, które sobie wymarzyłem – mówi w rozmowie z Interią Mateusz Rębecki (19-1), który na ostatniej gali UFC 295 w Nowym Jorku w świetnym stylu odniósł kolejne zwycięstwo pod banderą amerykańskiej organizacji.
Artykuł pochodzi z tej strony.