Zaskakująco mało ciekawy jest sezon transferowy w najlepszej żużlowej lidze świata. Głównie dotyczy on polskich jeźdźców. Kibice zapamiętają przenosiny Piotra Pawlickiego i Jarosława Hampla do Zielonej Góry, a Miśkowiaka do Gorzowa. Plus oczywiście Doyle na ratunek Grudziądza. Jedynym hitem w gruncie rzeczy był transfer Wiktora Przyjemskiego z Bydgoszczy do Lublina. Wrocław i Toruń to kluby, które zachowały status quo może nie tyle z braku pieniędzy tylko dlatego, że nie bardzo mieli co zmieniać – pisze w swoim felietonie Ryszard Czarnecki.
Artykuł pochodzi z tej strony.