Od lat mówi się, że Nicki Pedersen poza torem żużlowym to człowiek do rany przyłóż. Dużo rozmawia i żartuje. Kiedy jednak rozpoczyna zawody, a zwłaszcza wyjeżdża do swoich wyścigów, to już zamienia się kogoś zupełnie innego. Nawet podczas zawodów ligowych ma nie dwóch, a trzech rywali. – Dla niego porażka z kolegą z drużyny to też porażka. Jak przyjeżdża drugi, a jest 5:1 dla jego zespołu, to nie znaczy, że było OK – mówi nam jeden z jego byłych mechaników.
Artykuł pochodzi z tej strony.