Normalnie jest tak, że jak ktoś słabo pracuje, to nie dostaje premii, ani wielkich pieniędzy. Inaczej jest w polskim żużlu, gdzie zawodnik może położyć swojej drużynie sezon, zawieść na całej linii, a i tak kończy sezon z grubo wypchanym portfelem. Deficyt żużlowców sprawia, że prezesi nie mogą wprowadzić rynkowych mechanizmów i płacić za dobrą płacę. 22-letni Jakub Miśkowiak zanotował w tym roku wielki regres (Tauron Włókniarz Częstochowa także przez niego nie zdobył medalu), spadł w klasyfikacji o 19. miejsc, a i tak zarobił 2 miliony…
Artykuł pochodzi z tej strony.